
Zofia Kowalska
„Sadzę tak, jak uczyła mnie moja babcia — po księżycu, po sercu i po pogodzie.”

Zaczęło się od jednego pola, jednej łopaty i jednej obietnicy — że dobre jedzenie nie musi pokonywać tysięcy kilometrów, żeby trafić na Twój stół.
Wszystko zaczęło się od babcinego ogrodu pod Warszawą. Rzędy fasoli, słoiki na parapecie, chleb pieczony w piątki. Wiedzieliśmy wtedy tylko jedno — że jedzenie ma smak, kiedy wie skąd pochodzi.
Kilkanaście lat później zauważyliśmy, że w miejskich supermarketach ten smak gdzieś zniknął. Pomidor w styczniu przypominał wodę. Marchewka pachniała plastikiem. Postanowiliśmy zawrócić ten łańcuch — od rolnika, przez kosz, do Twojego stołu.
„Dobre jedzenie to nie luksus. To pamięć, do której możemy wracać każdego dnia.”
Sadzimy, zbieramy i sprzedajemy zgodnie z rytmem natury. Bez cieplarni z całego świata.
Rolnik dostaje 70% ceny końcowej. Podpisujemy umowy na cały sezon, nie na dostawę.
Wspieramy uprawy, które oddają glebie więcej niż z niej biorą.
Średnio 38 km z pola do koszyka. Dostarczamy tego samego dnia.


Pierwszy plan zmieściliśmy na jednej stronie zeszytu w kratkę. Lista rolników, których znaliśmy. Lista sąsiadów, którzy chcieli spróbować. Numer telefonu do lokalnego kierowcy.
Dziś ten sam notes leży w naszej kuchni. Ma trochę więcej stron. Ale zasada jest ta sama — jeśli nie posadziliśmy tego my albo ktoś, komu ufamy, nie trafi to do Twojego koszyka.
Sadzimy pomidory, kabaczki i marzenia w podwarszawskim ogródku babci Zofii.
Ruszamy z koszem tygodniowym. Dostawy rowerem w soboty rano.
Podpisujemy pierwsze umowy sezonowe. Pojawia się aplikacja i pierwszy magazyn chłodniczy.
Otwieramy własną kuchnię — z tych samych składników, z których gotujemy w domu.
47 rolników, 3 miasta, tysiące koszy tygodniowo. Ale wciąż jeden notes.

„Sadzę tak, jak uczyła mnie moja babcia — po księżycu, po sercu i po pogodzie.”

„Gotuję tylko z tego, co widziałem, jak rośnie. Reszta to teoria.”
Sadzimy z myślą o smaku, nie o półce.
Płacimy rolnikom uczciwie, także w kiepskie lata.
Nie sprzedajemy niczego, czego byśmy sami nie zjedli.
Za każdym koszem stoi imię i nazwisko — nie tylko nasze.
Dołącz do tysięcy rodzin, które co tydzień wybierają smak z pola zamiast z półki.